Bracia grubego funku – recenzja albumu The Beginning

Nie będę deprecjonować polskiej muzyki popularno-undergroundowej, bo nie w tym rzecz, ale przypadek kolesia ukrywającego się pod ksywką – Pod Kluczem – pokazuje pewną zależność. Trzeba kopać, trzeba szukać. Powtarzam to jak mantrę, niestety.

The Beginning słucham już od dawna, praktycznie od dnia premiery. Powraca do mnie w miarę regularnie, najczęściej ciepłymi wieczorami, bo wtedy jest najlepszy wg mnie klimat do słuchania soulu, funku i disco. A teraz rozkmińcie sobie ten moment, kiedy krzyczycie „wow” z prostego powodu: wszystko zostało połączone w jedną całość. Sample zostały cudownie dobrane i produkcja buja aż miło. I wiecie co? Chce się tańczyć, serio. Idealny temat na bezprzypałową potańcówkę, ale również taki na spędzenie wieczoru z drugą połówką i winem w ręku. Taki beginning przed sypialnią.

Właśnie wczoraj ponownie wróciłem do tego materiału i tym razem nie był to przypadek. Dwa strzały jednocześnie. Pierwszy jest taki, że muzyka lat 80. kojarzy mi się nieodzownie… z futbolem południowoamerykańskim, więc soundtrack na wczorajszy finał zrobił swoje jak palec Jary. Druga sprawa – mix Mr Krime’a i Plash 1 pt. Stuck In (E)motions, który właśnie do mnie leci. Klimatycznie to bardzo podobna sprawa (pewno o niej jeszcze napisze, o ile będzie mi się chciało), może nawet lepsza (?), ale ten projekt potraktowałem jako perfekcyjny aperitif. Posmakował tak bardzo, że danie główne może poczekać – nie ostygnie.

Kto nie posłucha temu wspomniany Jara włoży palec tam, gdzie by go nie chciał poczuć. Sam wybierz co chcesz poczuć: funka czy owy palec? Bierzcie to, cieszcie się, radujcie, tańczcie, słuchajcie i żałujcie, że nie pojawił się fizyk.

goodkid_1040x360